Witam wszystkich już z Polski. Żyję :-) Żyjemy wszystkie :-) Czyli wyprawa zakończyła się sukcesem. A przy okazji 7.08.2009 udało się wejść na Chan Tengri. Pik Pobiedy nie puścił, do szczytu zabrakło 200m z groszami. Przyczyna - pogoda: potworny wiatr i zimno.
Nie żal, że tak blisko było do szczytu? Nie, nie żal. Bo jeszcze bliżej było do dożywienia wron tienszańskich moją osobą. Dzięki koledze z Kazachstanu, który pomógł mi zejść, tak się nie stało.
Oczywiście na Pobiedę wracam za rok. Nie dlatego, że koniecznie muszę ją "zaliczyć", żeby być "Śnieżnym Barsem", ale dlatego, że to przepiękna i niesamowita Góra i że cudowna jest Kirgizja, jej przyroda, a przede wszystkim ludzie.
Wszystko po kolei opowiem, opiszę, zrobię galerię zdjęć. Tylko proszę o cierpliwość, moje palce chwilowo średnio nadają się do pisania ;-)
Dziękuję wszystkim, którzy o nas myśleli, trzymali kciuki. W takich chwilach jak tam na Pobiedzie to bardzo ważne.
KOMENTARZE
dzika 2009-09-06 10:02:01
Spoko, palce nie odpadną, ale póki co do wspinu się nie nadają. No chyba, że drytool, ale nie wiem, czy by mi na Reni pozwolili ;-)
kag 2009-09-04 11:31:16
Hej Ola, juz sie nie moge doczekac opowieści. Musisz szybko cos napisać. Spotykamy sie na ścianie? Jedyne co mnie niepokoi to te palce...