..
Pięć Pazurów

35 | 28335
 
 
2009-07-10
Odsłon: 653
 

WYRUSZAMY :-)

Co będzie to będzie.
Na pewno trochę odebrał nam optymizm fakt, że jedziemy tylko w trójkę: Asia Stasielak, Ola Ihnatowicz i ja. Marta Adamczyk jednak zrezygnowała.
Mimo to planów nie zmieniamy. Nadal myślimy o obydwu szczytach. Najpierw Chan Tengri drogą od południa, później, jeśli pozwoli pogoda, siły, zdrowie, czas i tysiąc innych czynników - próba zmierzenia się z Pikiem Pobiedy.

Tak naprawdę to jeśli uda się wejść i zejść z Chana, w dodatku w kobiecym zespole, to już będzie dużo. Planujemy akcję na Chanie prowadzić do skutku, nawet jeśli efektem miałby być brak czasu na przeprowadzenie całej akcji na Pobiedzie. Lepiej wrócić z jednym szczytem niż z żadnym. Jednocześnie  z Pobiedą rzeczywiście bardzo chcemy na poważnie się zmierzyć. No i mamy nadzieję, że bardzo długo czas na akcję górską - 40 dni - nam na powalczenie skutecznie na obydwu szczytach wystarczy.

Walczyć będziemy, ale nie szaleć. Pobieda nielicznych na szczyt wpuszcza, a licznych niestety nie wypuszcza. W 2008 nie wszedł nikt, kilku próbujących tego dokonać, zostało. Ostatnia kobieca wyprawa (12 Rosjanek podobno) nie wiadomo czy weszła na szczyt. Dlaczego? Bo wszystkie zginęły. Dostały rozkaz "towarzyszki do boju", no to poszły... 
O tym, że Pobieda to straszna góra, wie każdy, kto o niej słyszał. Ale Chan bywa traktowany jako "łatwa góra aklimatyzacyjna".  Tymczasem duży respekt i jemu się należy. I on ma swoją złowrogą statystykę. W 2008 dwóch Polaków...
Więc - nawiązując do tego, co słyszę od kilku tygodni od każdej napotkanej osoby - obiecujemy uważać. A jeśli będzie źle, to wycof. I nieważne, że pewnie niejeden (a może i niejedna?) z Was nam potem dogryzie na forach, że "narobiły szumu, a potem wymiękły". Trudno. My jedziemy po to, żeby wrócić, nie żeby komuś coś udowadniać.

Póki co ostatnie przygotowania trwają. Trudno się na nich skupić, bo zainteresowanie mediów wyprawą przerosło nasze oczekiwania (w czym niemała jest zasługa zajmującego się naszą obsługą medialną Tomka Walkiewicza). Była nawet konferencja prasowa, co dla nas było dość ciekawym, ale i stresującym przeżyciem. No i teraz głośno o nas w mediach - gdzieś między kolejną wpadką kogoś ze sceny politycznej a doniosłym faktem, że np. Doda ma nowe tipsy pojawia się informacja o tym, że jakieś panny, zamiast siedzieć w domu i rodzić dzieci, jadą w jakieś straszne góry. Miejmy nadzieję, że nie tylko fani wspomnianej Dody to oglądają, słuchają i czytają, ale i bogaci przedsiębiorcy, którzy właśnie się zastanawiają, kogo by tu zasponsorować :-)

Ten cały młyn uświadamia, że czas już najwyższy wracać w góry. Nie tak na weekend, z kserówkami i kolokwiami do sprawdzenia, nie na zawody, nie z wycieczką. Tak całkiem, bez zasięgu, bez myślenia o pracy czy pieniądzach.

Już w poniedziałek zamkną się za nami drzwi samolotu. A potem co będzie to będzie. W każdym bądź razie wracamy w komplecie 28 sierpnia. Obiecujemy.

 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
iza sapuła 2009-07-15 21:25:02
Dziewczyny - powodzenia i trzymam kciuki!!!!


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd